Islandia – prawdziwy raj dla filmowców

[Piotr Szygalski]


 

Islandia – powierzchnia  trochę ponad 100 tys. km2, liczba ludności wynosi też niewiele ponad  320 tys., w tym w samej stolicy Reykjaviku żyje około 120 tys. mieszkańców. To wulkaniczna wyspa, której ludność przez lata żyła z morskich połowów i hodowli owiec. Mały, niepozorny, spokojny kraj, o którym na co dzień nie słyszy się zbyt wiele. Tymczasem oferuje on coś bardzo istotnego dla branży filmowej.

Fot./Photo Katarzyna Waletko
Fot./Photo Katarzyna Waletko

Islandia oferuje bowiem filmowcom z całego świata bardzo atrakcyjne warunki realizacji filmowych projektów w jej naturalnych plenerach. Ale nie tylko krajobraz. Szczególną cechą Islandii jest światło. Od połowy maja do połowy sierpnia słońce zachodzi tutaj tylko na około trzy godziny w ciągu doby. Z kolei zimą światło dzienne obecne jest przez jedynie pięć godzin. Poza naturalnymi warunkami Islandczycy oferują też pokrycie 20% kosztów produkcji, co bez wątpienia jeszcze bardziej zachęca filmowców do odwiedzenia tej szczególnej wyspy. Czyli atrakcyjna oferta finansowa  połączona z niesamowitymi miejscami, plus jedyne takie światło słoneczne oraz długość dnia  dają twórcom kina znakomitą okazję do przeniesienia na ekran swoich wizji bez nachalnego  i, co by nie mówić, sztucznego wykorzystywania green screenów. Tym samym Islandia staje się dzisiaj jednym z istotnych partnerów w międzynarodowym przemyśle filmowym. Zresztą wystarczy spojrzeć kto i co zdążył już na wyspie nakręcić.

Fot./Photo Katarzyna Waletko
Fot./Photo Katarzyna Waletko

Niezależnie od opinii na temat ostatniego filmu Christophera Nolana pt. „Interstellar”, chyba obiektywnie można stwierdzić, że tło, w jakim rozgrywa się akcja filmu, robi niemałe wrażenie. Tak, Nolan również czerpał z dobrodziejstw położonej w północnej części Oceanu Atlantyckiego wyspy. Tam właśnie wykorzystał wulkaniczne formy skalne, aby stworzyć obraz obcej planety, na której ląduje Matthew McConaughey z Anne Hathaway, a na których czeka już Matt Damon. Ale nie był to pierwszy raz, kiedy twórca „Incepcji” zawitał na Islandię. Wcześniej kręcił tutaj swój wielki przebój pt. „Batman. Początek”.

Fot./Photo Katarzyna Waletko
Fot./Photo Katarzyna Waletko

Nie tylko jednak Nolan dostrzegł możliwości, jakie oferuje Islandia. Znów kwestią dyskusyjną pozostaje sukces filmu „Prometeusz” Ridleya Scotta, ale nie zmienia to faktu, że nowe spojrzenie na uniwersum „Obcego” było realizowane między innymi na ojczystej ziemi słynnej wokalistki Björk, co na ekranie ukazane jest niezwykle sugestywnie. Również niespecjalnie udał się „Noe” Darrena Aronofsky’ego, mimo iż plenery miał właściwie gotowe. I chociaż reżyser „Czarnego łabędzia” trochę się pogubił w swojej interpretacji biblijnego mitu, to sama Islandia swoją rolę spełniła właściwie.

 

Żeby jednak nie było pesymistycznie,  warto przytoczyć przykłady, kiedy to plenery szły w parze z pozytywnym odbiorem filmu. Wystarczy tutaj wspomnieć chociażby dwa kolejne obrazy science fiction,  czyli „Niepamięć” („Oblivion”) w reżyserii mającego polskie korzenie Josepha Kosinskiego, z udziałem Toma Cruise’a czy drugą odsłonę „Star Trek” pt. „W ciemności”. „Star Trek” autorstwa oczywiście J.J. Abramsa, w której wystąpił między innymi Benedict Cumberbatch. To właśnie w plenerach Islandii dr Leonard „Bones” McCoy (Karl Urban) próbuje rozbroić supertorpedę Khana (Cumberbatch).

Fot./Photo Katarzyna Waletko
Fot./Photo Katarzyna Waletko